Białe Pióro zawsze mnie zadziwiał wielce pomocnymi przekazami. Jest zawsze obecny podczas moich wizyt w planie astralnym. Krzyżując ręce na piersiach, wygląda na bardzo spokojnego, gdy towarzyszy mi podczas wszystkich moich podróży.

Nieraz ratował mi życie. Kiedyś, gdy przekraczałam bardzo ruchliwe nowojorskie skrzyżowanie, chwyciła mnie jakaś niewidzialna ręka. Zostałam wyrwana spod kół rozpędzonej taksówki. Ludziom stojącym na krawężniku aż zaparło dech w piersiach, gdy właściwie coś mnie wypchnęło spod pojazdu. Zażartowałam zwracając się do przerażonej osoby stojącej obok: „Pewnie mam anioła stróża”. Kobieta zrobiła ręką znak krzyża i coś wymamrotała. Dziękując Białemu Pióru, przyrzekłam sobie, że będę znacznie ostrożniej przechodziła przez ulice.

Przebywałam kiedyś w Santa Fe, skąd razem z grupą przyjaciół mieliśmy polecieć samolotem do Newady. W nocy poprzedzającej wylot, mój przewodnik powiedział, bym nie leciała tym samolotem. Wiedząc, że pilot się zmartwi, powiedziałam jego żonie, a mojej przyjaciółce, że nie możemy lecieć, bo samolot jest uszkodzony. Bez trudu zrozumiała moją decyzję, ale jej mąż, wrzeszcząc i bredząc, upierał się, że w samolocie wszystko jest w porządku. Powiedział też, że dopiero co miał przegląd techniczny. Oboje okropnie się pokłócili, a mąż zarzucił mojej przyjacółce, że znajduje się pod całkowitym wpływem mojej siły psychicznej. Przez następną godzinę niemal ułożył listę wszelkich zarzutów wobec niej. Wykorzystał ten incydent, by dać upust swej złości o wszystko. Negatywne emocje tak bardzo zmartwiły moją przyjaciółkę, że aż się rozchorowała i wylądowała w szpitalu. Kiedy tam przyjechałam, w poczekalni zobaczyłam jej męża. Lekarz powiedział, że przyjaciółka chce się ze mną zobaczyć. Nie wiedząc jeszcze, co się stało, weszłam do jej pokoju. Opowiadając mi o całym zajściu, dodała, że już nie wróci do męża. Od dawna nie byli ze sobą szczęśliwi, a ostatnia scena między nimi bardzo wszystko zaostrzyła.

Leave a Reply