Ból fizyczny jest dla nas pod różnymi względami sprawdzianem. Daje nam możliwość sięgnięcia do naszej wyższej jaźni i spojrzenia w stronę duchową, a także uwalnia karmę z poprzednich żyć. (Zwierzęta nie są zdolne myśleć rozumnie, zatem nie tworzą karmy. Właśnie dlatego nie pozwalamy im cierpieć.)

Osoba popełniająca samobójstwo nie idzie do Piekła. Jak już wcześniej mówiliśmy, ten region jest zarezerwowany dla zła. Bardzo rzadko osoba popełniająca samobójstwo jest zła – raczej zdesperowana, niezrównoważona lub tchórzliwa. Źli ludzie nie żałują swych uczynków, natomiast ci, którzy targnęli się na własne życie, zazwyczaj natychmiast tego żałują.

Kiedy ktoś popełnia samobójstwo, jego dusza jest nadal przywiązana do świata fizycznego, ale nie można jej zobaczyć. Uwięziona w otchłani dusza ma świadomość bólu, jaki zadała sobie i innym. Przypomina to życie w jakimś strasznym koszmarze. Śmierć tych, którzy odchodzą z powodów naturalnych, można porównać do spokojnego snu. Samobójstwo jest jak dręczący sen, który nie przyniesie odpoczynku.

Desperacja ma wiele twarzy. Sprawia, że ludzie postępują desperacko bądź irracjonalnie. Życia pełnego dobrych uczynków nie przekreśla jeden akt desperacji. Ludzie nie zostają skazani na wieczne potępienie z powodu popełnienia samobójstwa, ale rzeczywiście bardzo cierpią. Świadomi tego, że nie istnieje śmierć, świadomi, że złamaliście powszechne prawo, uświadamiacie sobie również, że istnieje karma, za którą trzeba zapłacić. Przypadek Stelli pokazuje nam, ile cierpienia niesie samobójstwo.

Czytaliśmy wspaniałe przekazy o ludziach, którzy przeżyli śmierć kliniczną. Nie czytałam jednak ani nie słyszałam, by ktoś doświadczył radości, gdy sam targnął się na własne życie. Każdy, kto usiłował popełnić samobójstwo i nie udało mu się to, powie wam, że miejsce, gdzie się znalazł, było bardzo nieprzyjemne.

Kiedy nadejdzie czas na reinkarnację, odrodzicie się w tej samej sytuacji, jaka doprowadziła was do przedwczesnego zakończenia okresu życia. Będziecie musieli pokonać daną sytuację, nie skracając fizycznych doznań. Samobójstwo jedynie opóźnia fizyczne problemy i wywołuje nowe, psychicznej natury.

Czy kiedykolwiek można zaakceptować to, że sami kładziemy kres życiu?

Oddanie życia po to, by chronić najwyższą prawdę, to akt odwagi i bezinteresowności, akt będący pod boską ochroną. Na przykład: jakiś członek ruchu oporu zostaje złapany, a zna tajną informację, z powodu której mogłyby zginąć setki ludzi. Wróg na pewno będzie go torturować, by zmusić do ujawnienia informacji. Człowiek ten wybiera śmierć zamiast zdrady. Chroni najwyższe ideały. Odważnym uczynkiem chroni wolność i życie wielu ludzi. Takie działanie nie jest karane, jest nagradzane, gdyż jego motywacja ma wysoce duchowe podłoże.

Japońscy piloci kamikaze pozostawali w swych samolotach, by mieć pewność, że uderzą w zamierzony cel, choć wiedzieli, że na pewno zginą. Motywacją ich postępowania była obrona ojczyzny. I znów taka sytuacja nie jest postrzegana jako samobójstwo, bo motywacją jest ochrona najwyższych ideałów.

Jedynie w wypadku bezinteresownego postępowania, umotywowanego najwyższymi ideałami, samobójstwo można zaakceptować. Nie wolno akceptować tego czynu, gdy jest popełniany po to, by uciec od problemów życiowych.

Joan, jak sama powiedziała, przedawkowała leki „przypadkowo”. Odwiedziłam ją w szpitalu. Wyglądała na przerażoną i smutną, gdy rozmawiałyśmy o jej śmierci klinicznej.

– Nie mogę sobie wszystkiego przypomnieć. Pamiętam jedynie, że desperacko pragnęłam wrócić do mego ciała. Znajdowałam się w ciemnym, zimnym i pustym miejscu.

Joan przyznała, że była zdesperowana i zła, zanim wzięła zbyt wiele środków uspokajających, ale przysięgała, że nie zrobiła tego celowo. Ostatnio opuścił ją chłopak, nie była też zadowolona z pracy. Myślała, że wyjdzie za mąż i nie mogła sobie poradzić, gdy chłopak zadzwonił i powiedział, że odchodzi od niej. Desperacja zrobiła swoje. Joan, zawsze chętnie biorąca swe „pigułki uspokajające”, jak je nazywała, tym razem wzięła ich za dużo. Wierzyła, że tylko przypadkiem wzięła ich za dużo. Ale kto wie, co się działo w jej podświadomości. Joan otrzymała drugą szansę i była za nią bardzo wdzięczna.

– W ciągu kilku ostatnich miesięcy wielokrotnie miałam ochotę umrzeć. Teraz jestem wdzięczna, że żyję.

Kiedy po raz ostatni widziałam się z Joan, promieniała szczęściem. Miała nową pracę i nowego chłopaka. Przez dwie noce w tygodniu pracowała jako wolontariuszka w centrum młodzieżowym. Doświadczenie z pogranicza śmierci stało się dla niej początkiem nowego życia.

Leave a Reply