W październiku 1677 r., gdy jesienne wichry hulały nad polami i kanałami otaczającymi holenderskie miasto Delft, pewien adept sztuki medycznej przyniósł Antoniemu Van Leeuwenhoekowi (wymawiaj lej-ven-huk) interesujący okaz: nasienie mężczyzny cierpiącego na chorobę weneryczną. Leeuwenhoek, chociaż był kupcem bławatnym, nie zdziwił się takim prezentem. Był przecież w kręgach naukowych znany jako czarodziej wynalezionego właśnie mikroskopu, potrafił się nim nie tylko posługiwać, ale i konstruować coraz lepsze modele. O ile inni Europejczycy badali pod mikroskopem owady i rośliny, Leeuwenhoek wpatrywał się w tak poślednie obiekty jak piana ze stawu czy stojąca woda. Znajdował w nich cały świat złożony z maleńkich stworzeń podobnych do węgorzy i żywych plamek, które nazwał „drobnoustrojami”.

Do tego jesiennego dnia Leeuwenhoek zawsze wzbraniał się przed oglądaniem nasienia ludzkiego pod mikroskopem. W ówczesnym silnie religijnym społeczeństwie taka ciekawość uchodziła za nieskromną, a nawet bluźnierczą. A jednak… jeśli miał do czynienia z problemem medycznym… być może badanie mikroskopowe mogłoby rzucić na ów problem trochę światła.

Leeuwenhoek popatrzył na próbkę przez jeden ze swych mikroskopów i zdumiał go widok niezliczonego mnóstwa małych stworów, z których każdy miał bulwiasty łebek miliony razy mniejszy od ziarnka piasku i długi falujący ogonek. Czy znajdowały się one w nasieniu wszystkich mężczyzn, czy może występowały tylko u chorych? A może te drobne żyjątka rozwinęły się już po pobraniu nasienia, tak samo jak rosły w stojącej u niego przez tydzień wodzie.

Leeuwenhoek, przestrzegający zawsze zasad naukowej rzetelności, postanowił dla porównania zbadać własne nasienie. Z pewnością nie pobrał go w grzesznym akcie samogwałtu, lecz raczej podczas stosunku z żoną. Aby uzyskać możliwie najświeższy okaz, jak pisał w sprawozdaniu do Towarzystwa Królewskiego w Londynie, „bezpośrednio po ejakulacji, gdy nie minęło jeszcze sześć uderzeń serca” wyskoczył, wziął próbkę, wsadził pod mikroskop i ją zbadał. I zobaczył takie same maleńkie stwory. Możemy sobie tylko wyobrażać, co pomyślała pani Leeuwenhoek o swoim miejscu w historii.

Leave a Reply