Pewnego bardzo rześkiego popołudnia szłam sama w kierunku Findhorn. Byłam nieco przemoknięta. Choć zamierzałam iść prostą drogą do miasteczka, coś kazało mi skręcić w boczną ścieżkę. Przemęczona, usiadłam pod drzewem. Zadrżałam z zimna. Nagle zobaczyłam, że przede mną stoi mój nieżyjący przyjaciel John. Najpierw trochę dla mnie zatańczył, a potem się roześmiał. Na Ziemi John był aktorem i reżyserem. Najwyraźniej i w sferze duchowej zachował zamiłowanie do teatru. Odszedł tuż przed moją wycieczką, gdyż zginął w wypadku samochodowym w Nowym Jorku. Początkowo czułam się okropnie, wydawało mi się bowiem, że rozpaczając po jego stracie, zmusiłam go, by mnie odwiedził.

Tak, odejście Johna było dla mnie Szokiem i bardzo za nim tęskniłam. Był moim mentorem. Poznaliśmy się w college’u i oboje przeprowadziliśmy się do Nowego Jorku ze stanu Iowa, mniej więcej w tym samym czasie. Zawsze był mi pomocny dzięki swej wnikliwości w spra- wach dotyczących aktorstwa. Pomimo to nie zamierzałam ściągać go na Ziemię, by mnie pocieszył. Kiedy tak wpatrywałam się w Johna, nie mogłam zrozumieć, dlaczego przybył do Szkocji. Śmiał się, opowiadając mi o tym, w jaki sposób odszedł.

– To był wypadek – powiedział z nutą drwiny w głosie. Potem wyjaśnił mi, jak zmienił się jego sposób myślenia, od chwili gdy znalazł się po drugiej stronie.

– W perfekcyjnie uporządkowanym wszechświecie, rządzącym się prawem uniwersalnym, nic ma wypadków – wyjaśnił. – Nadszedł czas, bym poszedł dalej, dlatego rozbił się ten samochód. To jest naprawdę bardzo proste. Ludzie myślą, że sprawy są bardziej skomplikowane, niż są nimi w rzeczywistości. – Znów się roześmiał, a potem powiedział, żebym się nie obwiniała za to, że do mnie przyszedł. – Miałem pewne kłopoty z przejściem, gdy dotarłem w sferę ducha. Zawsze mówiłaś o planie astralnym i życiu duchowym. Myślałaś, że nie biorę cię poważnie, ale tak nie było. Taki mam charakter, żartuję sobie ze spraw, których nie rozumiem. Pewnie sprawiałem wrażenie, że kpię z twoich przekonań. Przepraszam, jeśli zraniłem twoje uczucia – powiedział. Zapewniłam go, żc mnie nie zranił. Powrócił do swej opowieści.

Leave a Reply