W sierpniu 1984 roku podróżowałam z Albuquerque do Santa Fe. Drogą jechało niewiele samochodów, bo było już ciemno. Wóz prowadził mój przyjaciel Tim, który rozumie mój dar jasnowidzenia. Autostrada ma wiele zakrętów i pnie się w górę, kiedy jedzie się w stronę Santa Fe. Gawędziliśmy, podróż była spokojna i przyjemna. W pewnym miejscu, gdy skręcaliśmy, reflektory oświetliły pobocze drogi, i właśnie tam zobaczyłam czołgającą się wzdłuż drogi kobietę.

– Zjedź na pobocze. Jakaś kobieta potrzebuje pomocy – powiedziałam do Tima.

– Nikogo nie zauważyłem – odparł.

– Ona jest w postaci duchowej.

Tim szybko zjechał na pobocze i znalazł dla mnie latarkę. Wysiadłam, poszłam wzdłuż drogi, używając latarki, żeby móc zobaczyć tę kobietę. Znalazłam ją bardzo łatwo. Upłynęła dłuższa chwila, zanim mogłam się z nią porozumieć. Powiedziała mi, że niedaleko był wypadek, a ona nie może znaleźć swego dziecka. Wpadła w histerię. Nie miała pojęcia, że sama już nie żyje. Jestem pewna, że ten wypadek spowodował szok, a ona nie miała nawet czasu, by zauważyć własną śmierć. Nie wiedziałam, czy dziecko jest po tej, czy po tamtej stronie. Wiedziałam natomiast, że powinnam spróbować pomóc jej odejść ze sfery fizycznej. Gdyby ktoś jej nie pomógł, mogłaby pozostać na bardzo długo w zawieszeniu pomiędzy dwoma światami. Tim dołączył do mnie i obserwował, co się dzieje. Znał mnie od bardzo wielu lat i dobrze wiedział, czym się zajmuję. Nic go nie dziwiło i chciał mi służyć pomocą.

Leave a Reply