Ach, rozkosze życia przyszłej matki! Jakże często ten cud, jakim jest ciąża, zwala ją z nóg jak atak grypy. Ciało ogarnia obezwładniające zmęczenie. Skręcają ją na przemian mdłości i głód, które czasem paradoksalnie i okrutnie występują niemal jednocześnie. („Nie jestem wcale głodna. Nie mam ochoty na te paskudztwa” – i chrup, chrup – „Mniam, jakie to pyszne”). Kulminacyjnym momentem dopadających nudności bywa bliski kontakt z muszlą klozetową, pierwszy od czasów, kiedy jako nastolatka przesadziła z likierem z czarnej porzeczki. Konwulsje wstrząsające ciałem i gwałtowne wymioty, które lekarze taktownie nazywają torsjami, wywołują szok u wszystkich zainteresowanych („Co się tam dzieje, kochanie? Rura pękła?”) Kobieta zaczyna podejrzewać, że to nie ona ma dziecko, tylko dziecko ją.

W rzeczy samej dziecko praktycznie przejmuje władzę nad ciałem matki. Naukowcy poznają teraz szczegóły tego podboju. Zmiana wagi ciała i sposobu odżywiania okazują się jedynie częścią powikłanego chemicznego tańca matki z dzieckiem. Między tą parą krążą tam i z powrotem hormony i sygnały chemiczne, wywierając wpływ na rozwój zarodka i zachowanie matki. Zarodek, chcąc żyć we wnętrzu matki, musi z jednej strony manipulować jej układem odpornościowym, a z drugiej go wspomagać, aby pokonać potężne siły, które organizm na ogół mobilizuje do walki z wszelkimi najeźdźcami.

Większość elementów tego wzajemnego oddziaływania między matką a dzieckiem jest bardzo ważna, ale na ogół pozostaje niewidoczna. Inne, na przykład fizyczne, oznaki ciąży są z kolei bardzo wyraźne i można tylko marzyć o tym, żeby były niezauważalne. Odwagi, ciężarne panie: uczeni twierdzą, że liczne trudy ciąży są po mistrzowsku zaplanowane, nawet jeśli metody stosowane przez matkę naturę doprowadzają was do pasji.

Leave a Reply