W tym samym czasie, gdy tak bardzo chciałam ujrzeć Lawrence’a, obudziłam się, pragnąc pojechać do Lakę Placid, na północ od Nowego Jorku. Ta nagła potrzeba była tak silna, że wynajęłam samochód i pojechałam. Jedzie się tam około sześciu godzin. Liście były już złociste, a powietrze rześkie. Podjechałam do Mirror Lakę Inn, hotelu o którym czytałam w jakimś miesięczniku. Miałam szczęście był wolny pokój z pięknym widokiem na jezioro. Za tym jeziorem rozpościerają się góry Adirondack.

Musiałam odpocząć od szalonego nowojorskiego ruchu. Rozpakowałam się i przeszłam po mieście, by zajrzeć do sklepów, szybko zjadłam lunch i wróciłam do hotelu.

W hotelu znajduje się piękna biblioteka z witrażami w oknach i z kominkiem. Siedziałam tam i wpatrywałam się w płomienie, gdy jakiś głos przerwał moje skupienie.

– Cieszę się, że mogłaś przyjechać do tego hotelu. Obsługa jest tu wspaniała, a czyste powietrze też ci bardzo dobrze zrobi – powiedział Lawrence.

– Powinnam wiedzieć, że to twoje myśli odbieram, gdy kazałeś mi tu przyjechać – roześmiałam się.

Piliśmy herbatę i rozkoszowaliśmy się mogąc siedzieć obok kominka. Rozmawialiśmy o książkach i muzyce. Opowiedziałam mu o mojej pracy i tak w ogóle o życiu. Lawrence bardzo rzadko mówił o sobie i własnych zajęciach. Ten dzień stanowił wyjątek.

Leave a Reply