Pewna moja klientka straciła dwunastoletnią córkę w tragicznym wypadku. Mała zmarła, gdy na rower, którym jechała, wpadł samochód. Utrata dziecka jest jednym z najboleśniejszych wydarzeń, jakie mogą się nam przytrafić.

Moja klientka, Marta, była niepocieszona. Potrzebowała miłości i wsparcia, a także czasu. Takiego bólu nie można szybko pokonać. Marta cierpiała, gdyż to ona przeżyła. Nie mogła zrozumieć, dlaczego ona żyje, a jej córka Beatrice odeszła.

Pogrążona w żałobie Marta straciła wolę życia. Uważała, że jest w beznadziejnej sytuacji, a jej bó! nigdy się nie zmniejszy. Zamartwiał się także mąż Marty, wyczuwał bowiem, że myśli o samobójstwie. On także musiał sobie radzić z żałobą, ale powrócił do pracy, a nawet ćwiczył fizycznie, by uwolnić się od dokuczliwego bólu. Marta nie potrafiła zmusić się do niczego poza chodzeniem raz w tygodniu na terapię. Mąż chodził razem z nią, ale przerażała go głęboka rozpacz żony.

Właśnie wtedy znów spotkałam Lawrence’a. Stał przed sklepem z wizytówkami w Village. Zatopiona w myślach, początkowo go nie zauważyłam. Kiedy chrząknął, podniosłam głowę i zobaczyłam jego uśmiechniętą twarz. Przeszliśmy kilka przecznic, a potem wstąpiliśmy na lunch. Usiedliśmy, zamówiliśmy zupę i sałatkę. Powiedziałam Lawrence’owi, że martwię się o Martę. Widziałam, że słuchając rozumiał jej ból.

Leave a Reply