Tak prawdopodobnie dochodzi do zapłodnienia. Pozornie wydaje się, że natura dostarcza wszystkich koniecznych składników do poczęcia. Kobieta rodzi się przecież z milionem lub dwoma komórek jajowych: mężczyzna może wydalić około tysiąc plemników na sekundę (a w ciągu życia wyprodukować ich dwa biliony). Natura dała nawet fizyczny aparat, aby ta para mogła się spotkać oraz gęstą mieszaninę namiętności i romantyzmu, zdolną do przekonania nawet najbardziej zatwardziałych kanapowców, by poświęcili te kilkaset kalorii spalanych podczas przeciętnej miłosnej sesji.

A jednak często coś nie wychodzi. Nawet wtedy, kiedy para uprawia miłość w swych szczytowych okresach płodności i w optymalnym okresie kobiecego cyklu, szanse na to, że kobieta zajdzie w ciążę w danym miesiącu, wynoszą zaledwie 1:3. A jest wiele par, które dałyby wszystko, żeby mieć choć takie możliwości. W Stanach Zjednoczonych jedna para na dwanaście przeżywa tragedię bezpłodności, którą definiuje się jako niemożność poczęcia dziecka w okresie jednego roku aktywności seksualnej. W grupie trzydziestolatków ryzyko niepłodności jest większe i dotyczy jednej siódmej par.

Niepłodność nie jest nowym problemem. Z powodu braku następcy tronu wybuchła niejedna wojna i miliony ludzi straciło życie. W niektórych kulturach powszechną praktyką było zawieranie małżeństwa przez mężczyznę i kobietę dopiero wtedy, gdy ona zaszła z nim w ciążę i było oczywiste, że będą mogli mieć razem dzieci. Nowością jest większe zainteresowanie społeczne niepłodnością.

Leave a Reply