Szesnaście lat przed uzyskaniem prawa jazdy mały chłopiec zabiera swą mamę na przejażdżkę. Po niebieskiej wykładzinie przed salą porodową wozi ją tam i z powrotem, w przód i w tył. Zmusza do nieustannego niezgrabnego telepania się, a co pięć minut naciska na hamulec – bums! – pas mięśni okalających jej brzuch zaciska się, mama musi przystanąć i złapać oddech. Za sobą holuje zdenerwowanego i zatroskanego ojca. Oboje rodzice wiedzą, że nie mogą wysiąść ani zawrócić. Są pełni obaw przed tą czekającą ich szaleńczą, a jednak ekscytującą podróżą, tak jakby wybierali się na przejażdżkę skradzionym samochodem.

Przez trzydzieści osiem tygodni chłopca zadowalało pływanie, kopanie i chlapanie się wewnątrz matczynego brzucha. Przez pępowinę jak przez słomkę wsysał pokarm, starając się pobrać jak najwięcej artykułów spożywczych z łożyska. Wdychał i wydychał otaczający go ciepły, słonawy płyn owodni, pił go haustami, smakował i wąchał. Słuchał także przytłumionych rozmów ze świata zewnętrznego, muzyki matczynego serca, płuc, żołądka i jelit. Z coraz szerzej otwierającymi się oczami i zaciśniętymi piąstkami badał, dokąd sięga jego ciasny, pogrążony w półmroku świat.

Na parę tygodni przed porodem wzrastała aktywność mózgu chłopca. Błyski impulsów nerwowych w odrębnych sieciach zaczęły się zlepiać w jedną całość. Chemiczne i elektryczne sygnały przechodzące przez jego malutkie ciałko jęły się łączyć i gromadzić. Płuca, serce, hormony i z tysiąc innych układów, jak delegaci na wielkim zjeździe zgromadziły się pod jednym sztandarem, głosząc jedno hasło: Pora się rodzić! To dziecko bowiem decyduje, że nadszedł najwyższy czas, ono wprawia w ruch mechanizmy porodu.

Ośrodki nerwowe w głębi mózgu płodu od dawna monitorowały rozwój wszystkich ważnych dla życia organów i układów. Kiedy wszystkie sektory zgłaszają swą gotowość, z części mózgu wielkości ziarnka grochu, zwanego podwzgórzem, organizm dziecka wysyła chemicznym szeptem informację, że jest przygotowany (to samo odpowiada mu organizm matki, ale nie wiemy jeszcze w jaki sposób). Sygnał do startu odbiera przysadka i wzmacnia go, uwalniając do obiegu krwi dziecka substancję chemiczną zwaną ACTH, która wędruje z krwią do mikroskopijnych gruczołów nadnercza, umieszczonych nad jego nerkami. Tam ACTH pobudza większe wydzielanie kortyzolu – hormonu stresu. Silniki są już rozgrzane: czas na włączenie biegów.

Leave a Reply