Po tej lekcji Lawrence zabrał mnie na spotkanie z sir Williamem. Rezydencja w stylu Tudorów była dokładnie taka, jak ją zapamiętałam. Lawrence zaprowadził mnie do biblioteki. Sir William siedział w fotelu z występami powyżej poręczy, a u jego stóp warował pies.

– Podejdź tu, moje dziecko, niech ci się przyjrzę – powiedział niezwykle ciepło. – Kiedy byłaś tu ostatnio, wyjeżdżałem w interesach. Słyszałem, że Lawrence zabrał cię na wycieczkę. Jak ci się podoba nasz wygodny dom?

Ujął moją dłoń, a skinąwszy głową, wskazał, bym usiadła na fotelu obok niego. Usiadłam, a potem odpowiedziałam:

– Tak sobie wyobrażam Niebo. Obaj dżentelmeni roześmiali się.

– Będziesz tak zajęta w Niebie, że nie będziesz mieć czasu na siedzenie w domu – odpowiedział sir William.

– To mi nie przeszkadza. Będę szczęśliwa, mogąc robić to, co potrafię – zapewniłam ich obu.

Otworzyły się drzwi i przyniesiono nam herbatę. Lawrence nalał, a potem przez kilka minut, wszyscy troje siedzieliśmy w milczeniu. Kiedy tak siedzieliśmy, radując się ciszą, przypomniałam sobie chwile, gdy po raz ostatni byliśmy razem.

– To w milczeniu zamieszkuje duch – powiedział, tamtego dnia sir William.

Milczenie obecnej chwili wspaniale na nas oddziaływało. Dawało taki spokój, jaki odczuwamy w kościele lub świątyni. Zawył wiatr i pies usiadł. Lawrence opowiedział sir Williamowi o mojej szkockiej historii.

– To jest rzeczywiście mistyczne miejsce. Zawsze niezwykle lubiłem tam przebywać. Kiedy skończymy pić herbatę, chciałbym ci pokazać moją szklarnię. – Popatrzył na mnie.

– Chętnie ją zobaczę. – Uśmiechnęłam się.

Niebiańska szczęśliwość – rozwinięcie

Kiedy skończyliśmy, sir William powiedział Lawrence’owi, że przez chwilę chciałby zostać ze mną sam. Lawrence wyglądał na bardzo zadowolonego i powiedział, że spotka się z nami nieco później. Ja i sir William wyszliśmy na zewnątrz.

W otaczających dom górach było wiele godności. W czasie spaceru sir William pokazywał różne gatunki drzew i krzewów. Znajdowały się tu śliczne rozkwitłe róże koloru brzoskwini, takie same, jakie Lawrence zostawił dla mnie na wyspie Martha’s Vineyard. Teren był bardzo dobrze utrzymany, a każda piędź wykorzystanej pod ogród ziemi starannie zaplanowana. Dotarliśmy do szklarni i weszliśmy do niej. Sir William miał zdumiewające zasoby ziół. Wyjaśniał mi działanie wielu z nich.

– Nasi ogrodnicy w świecie duchowym przyglądają się różnym ziołom i ich medycznemu zastosowaniu. My na Ziemi znamy zastosowanie niewielu ziół. Z czasem, kiedy ludzie będą bardziej otwarci, dostrzegą, że każdą chorobę można leczyć naturalnymi substancjami. Na razie lekarze będą nadal wypisywali recepty na swe różnorodne pigułki. Starożytni Egipcjanie wiedzieli naprawdę wiele o uzdrawianiu. Niestety większość z ich zapisów przepadła bezpowrotnie, gdy została spalona Biblioteka Aleksandryjska. Ludzkość nigdy nie podniosła się po stracie tego ogromu wiedzy. – Sir William zrobił pauzę.

– Czyż wszystko nie istnieje w świecie duchowym? – zapytałam.

– Tak, moja droga, ale ludzkość musi odkryć tę wiedzę na nowo w fizycznym ciele. Nie możemy zakłócać indywidualnej karmy. Nasi przyjaciele w postaci duchowej mają czas na to, by sprawdzić zalety znanych ziół. Muszą się odrodzić w świecie fizycznym, by dalej rozwijać wiedzę. Niewiele dusz osiągnęło taki poziom, że mogą zrozumieć pewne książki. Wiedza może być niebezpieczna, gdy znajduje się w rękach ludzi nie przygotowanych na jej przyjęcie. Właśnie dlatego ludzkość utraciła tak wiele wiedzy. Wiesz dobrze, że w świecie duchowym jest wiele sfer. Pewne biblioteki, gdzie można się uczyć, znajdują się w sferach wyższych, i są dostępne jedynie dla niewielu, którzy są warci pogłębiania tej skarbnicy wiedzy. – Przerwał i przyglądał mi się uważnie. – Usiądźmy tam na chwilę. – Wskazał najbliższą ławkę.

Usiedliśmy na ławce, która wyglądała jak ławka kościelna. Strumień światła wpadał przez śliczne szklane ściany i sufit. W rogu po prawej stronie od ławki znajdował się wspaniały witraż. Atmosfera przesiąknięta była spokojem. Przez chwilę czułam się tak, jakbym się już nie znajdowała we własnym fizycznym ciele. Światło wpadające do pomieszczenia stało się znacznie jaskrawsze. Rośliny przybrały głęboki i intensywny odcień. Zanurzyłam się w strumieniu tak silnej energii, że poczułam się bardziej ożywiona niż kiedykolwiek przedtem. To było uczucie niebiańskiej szczęśliwości. W głowie kłębiły mi się myśli o miłości i współczuciu wobec wszelkiego życia. A potem uświadomiłam sobie, że sir William przygląda mi się. Uścisnął moją dłoń i uśmiechnął się z miłością i zrozumieniem.

Leave a Reply