Tuż po porodzie, po tym jak spocona matka wraz z ostatnim parciem wydała na świat krzyczący i wijący się pakunek, większość rodziców chce przede wszystkim upewnić się, czy dziecko urodziło się zdrowe? Czy ma dwie rączki, dwie nóżki, i po dziesięć paluszków u rąk i nóg?

Przeważająca większość niemowląt ma się doskonale. Wszystko mają na swoim miejscu, wszystkie palce są palcami. Rodzice widząc, że wszystko jest w porządku, zaczynają zachwycać się maleńkością nowego człowieka. Wpatrują się ze zdumionym podziwem w doskonałe małe rączki, dołeczki przy kostkach dłoni, maciupkie paznokietki wyglądające jak łebki od zapałek. I pomyśleć, że taka istota powstała niemal z niczego!

Od początku świata rodzice odczuwają to samo na widok swojego urodzonego dziecka. Uczucia te zainspirowały też intensywne analityczne rozmyślania filozofów i naukowców. A to dlatego, że cudowność małych rączek i idealnych oczek trafia w najważniejsze pytanie stawiane przez naukę: w jaki sposób powstajemy z tego surowca, z gliny świata? W jaki sposób woda, węglowodany, białka, różne minerały i metale są w stanie się połączyć i dać taką złożoną strukturę? W związku z tym, że dwieście lat temu uczeni odrzucili ideę, iż dziecko wyrasta z mikroskopijnego człowieczka, który znajduje się w plemniku albo w jajeczku, pytanie to zyskało jeszcze na znaczeniu. Jeżeli zaczynamy się jako zbiór komórek, skąd każda komórka wie, gdzie powinna się udać, kiedy rośniemy? Dlaczego mamy taki kształt a nie inny: jak to się dzieje, że jest on powielany? Jeżeli na początku jesteśmy mikroskopijnym kłębkiem komórek, dlaczego nie stajemy się po prostu wielkim kłębkiem komórek?

OD BEZKSZTAŁTNEJ MASY DO PRZYSTOJNIAKA – PIERWSZE 50 DNI ŻYCIA CZ. II

Najbardziej zdumiewające w tym procesie jest chyba to, że zmiany zachodzą bardzo szybko. W ciągu pierwszych pięćdziesięciu dni ciąży kłębek komórek przemieni się w małego człowieka, w którym znajdzie się miejsce na tysiące komórek różnego typu, z których każda trafi tam, gdzie powinna. O ile drugiego dnia po poczęciu zarodek wygląda jak dwa żółtka wybite razem do szklanki, to pięćdziesiątego dnia serce, wątroba, mózg, kości i krew są opakowane w ramiona, nogi, głowę i tułów. Serce bije, a kończyny się poruszają. Nerwy przewodzą sygnały, a w dziecinnej już twarzy osadzonych jest dwoje oczu. W ciągu pierwszych pięćdziesięciu dni zachodzi najbardziej niewiarygodna przemiana fizyczna w naszym całym życiu, przechodzimy metamorfozę od bezkształtnej masy do przystojnego osobnika.

Jak to się dzieje? Tajemnica ta staje się z dnia na dzień lepiej znana. Uczeni badający rozwój człowieka i innych kręgowców, u których rozwój zarodków przebiega podobnie, odkryli złożony balet, taniec komórek, które się poruszają, łączą i mnożą w rytm wybijany przez chemię. W ciągu tych siedmiu tygodni w repertuarze tańców rozwijającego się zarodka znajdą się motywy choreograficzne, które wykonywane są nie tylko w trakcie rozwoju, bowiem nie stracą na znaczeniu przez całe nasze życie. Uczeni odkryli też, że tak jak w każdym dobrym dramacie, w tym krytycznym okresie rozwoju znajdziemy ruch, ekspresję, metamorfozy, mądrość, a nawet śmierć.

Leave a Reply