Jednym z nieuchronnych faktów w naszym życiu jest to, że umrzemy – lub jak wolę mówić „odejdziemy” ze świata fizycznego do świata duchowego czy też planu astralnego. Przejście ze sfery fizycznej do duchowej nie oznacza końca jest pewnego rodzaju transformacją prowadzącą do innego stanu świadomości. Zamiast zawęzić nasze myślenie do spraw płaszczyzny fizycz- no-materialnej, w nieograniczony sposób poszerzamy zdolność emocjonalnego odczuwania sfery duchowej. Kiedy uwolnimy się od ciała Fizycznego i już nie pochłaniają nas potrzeby świata fizycznego możemy się wzbić ku nowym szczytom poznania.

Pomyślcie tylko! Ile godzin dziennie spędzamy, troszcząc się o nasze ciała? Musimy je karmić i myć, zarabiać pieniądze, by je odziać, i tak dalej. Sam sen zabiera niemal ćwierć naszego czasu, jaki spędzamy na Ziemi. Jeśli nie zajmujemy się ciałami we właściwy sposób, zaczynają szwankować. Wtedy atakuje je choroba, a naprawienie szkody zabiera wiele czasu i energii. Ciało jest boską maszyną tak skomplikowaną, że ludzkość nadal się uczy, jak postępować, by właściwie funkcjonowało.

Życie fizyczne można określić słowem maya pochodzącym z sanskrytu, a oznaczającym złudzenie. Filozofia hinduska naucza, iż rzeczywistość jest tym, co niezniszczalne i wieczne. Wszystko, co może ulec zmianie bądź rozkładowi, i co ma początek i koniec, jest postrzegane jako maya. Ponieważ wiemy, iż każde życie na Ziemi jest jedynie tymczasowe, tym samym nie jest prawdziwe. Jest maya. Upraszczając, nie zawsze rzeczy są takimi, na jakie wyglądają. Chińskie przysłowie ostrzega nas, byśmy nie osądzali domu na podstawie jego zewnętrznego wyglądu. Na podstawie zewnętrznego złudzenia wierzymy, że znajdziemy solidne fundamenty. Doświadczenie uczy nas, że to nie jest prawda. Mylnie biorąc fasadę za stan rzeczywisty, podlegamy maya. Złudna jest także wiara, iż życie fizyczne jest jedyną formą istnienia. Sądząc, iż umieramy gdy kończy się życie fizyczne, podlegamy jeszcze większej złudzie.

Leave a Reply