Brat Ruthie słuchał, siedząc u jej łóżka. Ona wciąż wskazywała na krzesło w kącie i pytała, czy widzi siedzącego tam człowieka. Robert nie widział go, toteż poprosił, by go opisała. Chociaż Ruthie była wyczerpana chorobą, ożywiała się opisując jej gościa. Przez trzy dni, podczas których traciła i odzyskiwała przytomność, mówiła o tym mężczyźnie na krześle. Robert słuchał cierpliwie i zadawał pytania o tamtego człowieka. Trzeciego dnia Ruthie weszła w stan śpiączki. Robert powiedział Ruthie, że ją kocha i pozwala jej odejść. Mówiąc jej, żeby się nie bała tej podróży, bo wszystko się dobrze ułoży, wstał z łóżka. Swoją obecnością nie chciał jej zatrzymywać w świecie fizycznym. Pocałował ją i odsunął się od łóżka, by popatrzeć na nią jeszcze przez chwilę. Zdumiony spostrzegł, że otworzyła oczy i powiedziała:

– Nie zapomnij o nas.

– O nas? – powtórzył Robert.

– No wiesz, o tobie i o mnie.

Ruthie znów zamknęła oczy i z powrotem zapadła w stan śpiączki. Osiem godzin później odeszła, by dołączyć do człowieka, którym, jak Robert zrozumiał, był ich ojciec. Robert bardzo pomógł Ruthie, postąpił odpowiednio, wysłuchując jej i pozwalając jej odejść.

W kwietniu 1993 roku znów zobaczyłam mojego drogiego nauczyciela, Lawrence’a. Spędzałam wakacje w Edgartown na wyspie Martha’s Vineyard. Pełnia sezonu dawno minęła, a na ulicach spotykało się niewielu ludzi. Przyglądałam się uważnie pewnej pięknej lampie w witrynie sklepu z antykami, gdy nagle obok mnie stanął właśnie on. Moja radość nie znała granic.

– Jest śliczna, moje dziecko. Za czasów wiktoriańskich rzeczywiście potrafiono produkować najpiękniejsze lampy.

– Lawrence! Co za zbieg okoliczności! – wykrzyknęłam przejęta spotkaniem. – Naprawdę muszę z tobą porozmawiać.

– Byłem tego świadom. Tu chyba jest miłe i spokojne miejsce na pogawędkę. Chodźmy i usiądźmy w tym małym parku naprzeciwko. To takie śliczne miejsce i nikt nie będzie nam tam przeszkadzał.

Leave a Reply