Pewien wieczór spędzałam z przyjaciółmi w klubie nocnym, a siedzący obok nas mężczyzna pił dość dużo. Kiedy na niego spojrzałam, dostrzegłam, że otacza go zły wpływ, jakiś cień (istota podobna do ducha) krążący bardzo blisko głowy mężczyzny. Ten znów zamówił drinki i wypił je szybko, aż wreszcie zaczął się awanturować.

Pomodliłam się po cichu i poprosiłam istoty wyższe o duchową ochronę. Tamten zły duch był zbyt blisko i odczuwałam dyskomfort. Właśnie miałam powiedzieć temu mężczyźnie, by lepiej przestał pić, gdy dostrzegłam, że ten „duch” wchodzi w niego. Za późno i zbyt niebezpiecznie byłoby się do tego mieszać. Mogłam najwyżej znaleźć kogoś, by odwiózł tego człowieka do domu. Powiedziałam przyjaciołom, że powinniśmy opuścić lokal. Widzieli, że się martwię, dlatego byli gotowi do wyjścia. Powiedziałam kelnerowi, że tamten jegomość wypił już za dużo i potrzebuje pomocy, by mógł się dostać do domu. Kelner znał tego klienta, toteż natychmiast wezwał taksówkę. Wyszliśmy z lokalu. Nie miałam ochoty zmagać się z negatywną wibracją, jaka zapanowała nad tym człowiekiem. Po pierwsze, nie znał mnie, wątpię więc, by posłuchał moich argumentów. Po drugie, wpływ, jaki nim owładnął, nie tolerowałby mojej interwencji. Jakakolwiek próba rozsądnej rozmowy w tej chwili nie miała sensu. Kiedy mężczyzna wytrzeźwieje, będzie z nim można porozmawiać.

Byłam spokojniejsza, więdząc, że tamten mężczyzna zostanie odwieziony do domu, a zły „wpływ” opuści go, gdy ustanie działanie alkoholu.

Leave a Reply